Michigan

Historia Detroit cz. 2 – upadek

W pierwszej części „Historii Detroit” mogliście przeczytać o założeniu miasta oraz o tym jak budowało swoją pozycję gospodarczą w XVIII, XIX i pierwszej połowie XX wieku. Okres ten był dla Motown pasmem sukcesów do których dzisiaj z tęsknotą wracają pamięcią mieszkańcy. W 1950 roku miasto było postrzegane jako jedno z najbogatszych w Stanach, a mediana dochodów na gospodarstwo domowe o 13% przekraczała średnią krajową. Boom obecny był też na rynku nieruchomości – nowo budowane domy rozchodziły się szybko pomimo wysokich cen. Niestety historia potrafi być przewrotna, o czym Detroit miało wkrótce się przekonać.

Konflikty rasowe

W trakcie I Wojny Światowej Detroit stało się ważnym ośrodkiem produkującym uzbrojenie. Sytuacja gospodarcza w mieście chwilowo pogorszyła się w latach trzydziestych. Przemysł motoryzacyjny mocno ucierpiał z powodu Wielkiego Kryzysu przetaczającego się właściwie przez cały świat. Miasto odżyło po wybuchu II Wojny Światowej, ponownie stając się ważnym ośrodkiem zbrojeniowym. Do nowych fabryk zatrudniano coraz więcej imigrantów, głównie Afroamerykanów z południa. Świetnie prosperujące Detroit zaczęto nazywać „Arsenałem Demokracji”. Pod maską wzniosłych haseł w mieście zaczął jednak narastać poważny problem…

Nowe fabryki dawały miejsca pracy, jednak nie oferowały zakwaterowania. Czarni mieszkańcy miasta nadal byli traktowani jako ludzie drugiej kategorii. Biała społeczność często z użyciem przemocy chroniła swoje osiedla przed próbującymi zamieszkać w okolicy Afroamerykanami. Przybysze z południa tłoczyli się w małych mieszkaniach okupowanych przez nawet kilka rodzin. Podobnie sytuacja wyglądała w zakładach pracy – produkcja niejednokrotnie była spowalniana przez białych pracowników, którzy w ten sposób protestowali przeciw pracy z Afroamerykanami. W czerwcu 1943 roku biali pracownicy wstrzymali całkowicie produkcję próbując zablokować awans czarnych współpracowników.

Detroit Riots 1943 & 1967

W wyniku rosnących napięć 20 czerwca 1943 roku doszło do wybuchu przemocy . Na wyspie Belle Isle miała miejsce bijatyka, w której udział wzięło około 200 młodych czarnych i białych mężczyzn. Sytuacja jeszcze bardziej zaogniła się w nocy. Głównym zapalnikiem były krążące po mieście fałszywe pogłoski. Pierwsza o czarnej kobiecie z dzieckiem zrzuconej z mostu w pobliżu wyspy Belle Isle przez białych mężczyzn. Druga o białej kobiecie zgwałconej przez Afroamerykanina obok tego samego mostu. Z powodu plotek na ulice Detroit wyszły szukające zemsty gangi białych i czarnych mieszkańców, które rozpoczęły regularną walkę między sobą. Zamieszki trwały 3 dni. Zakończyły się dopiero po przybyciu do miasta z rozkazu prezydenta Roosvelta żołnierzy z bronią automatyczną. W rezultacie walk zginęło 25 czarnych i 9 białych mieszkańców. Żadna biała ofiara nie została zabita przez policję. Z 25 Afroamerykanów którzy zginęli, aż 17 zostało zastrzelonych przez funkcjonariuszy.

Przez kolejnych kilkanaście lat sytuacja czarnej ludności w mieście wcale się nie poprawiała. Skupiali się w małych, homogenicznych społecznościach, w których kwitło nocne życie i związane z nim nielegalne biznesy. Coraz częściej dochodziło do incydentów z policją, zdominowaną przez białych pracowników. Funkcjonariusze chętnie organizowali naloty na miejsca w których nocami gromadzili się Afroamerykanie, nie stroniąc przy tym od brutalności.

23 lipca 1967 roku o 3:45 nad ranem policja przyjechała pod nielegalny bar na rogu 12th Street i Clairmount, w dzielnicy Virginia Park zamieszkałej przez 60 tysięcy Afroamerykanów. Spodziewali się na miejscu kilku osób, tymczasem w lokalu odbywała się impreza z okazji powrotu do domu dwójki weteranów Wojny w Wietnamie. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać wszystkich 85 uczestników. Podczas gdy policja czekała na transport, wkoło zaczęło gromadzić się coraz więcej ludzi. Na ulicy zaczęto rozbijać butelki, w końcu jedna z nich rozbiła szybę i wylądowała w policyjnym radiowozie. Policja odjechała, a zebrany tłum zaczął plądrować pobliskie sklepy. W ciągu godziny na ulicach było już tysiące ludzi. Rozpoczęte w tak błahy sposób wydarzenia w rezultacie okazały się jednymi z najbardziej krwawych zamieszek w historii USA. Przez pięć dni zginęły 43 osoby, ponad 1200 zostało rannych, spalonych zostało ponad 1400 budynków i splądrowano ponad 1700 sklepów. Ponad 5000 ludzi straciło dach nad głową.

White Flight i stopniowy regres

Zamieszki z 1943 roku zapoczątkowały zjawisko, które tylko nabrało na sile po roku 1967. „White Flight” czyli eksodus białych obecne było nie tylko w Detroit, ale też w wielu innych miastach USA (Cleveland, Oakland, Kansas City). Biała część mieszkańców zaczęła stopniowo wyprowadzać się z mocno rasowo zróżnicowanych dzielnic w centrach miast. Na przedmieściach zaczęły tworzyć się ośrodki skupiające głównie przedstawicieli średniej klasy o europejskich korzeniach. Wraz z odpływem białych ludzi z Detroit uciekał ich biznes i pieniądze.

Prężnie działający do tej pory w mieście przemysł samochodowy także zaczął mieć problemy. Ze względu na rosnącą konkurencję ze strony producentów z innych krajów, amerykańska Wielka Trójka (GM, Ford, Chrysler) musiała szukać tańszych lokalizacji pod nowe inwestycje. Z tego powodu centra rozwojowe i techniczne zaczęto lokalizować na przedmieściach, gdzie czynsze były niższe, a fabryki często zamykano i przenoszono poza granice Stanów. W Detroit spadały wpływy do budżetu, a przez to także inwestycje i rozwój. Rosło bezrobocie. Miasto znalazło się na równi pochyłej.

Bankructwo

W XXI wiek miasto weszło już z mocno nadszarpniętą gospodarką i borykającym się z olbrzymimi problemami przemysłem motoryzacyjnym. Kryzys finansowy który wybuchł w 2008 roku okazał się dla Detroit bezlitosny. Problemy banków spowodowały efekt domina. Załamał się rynek nieruchomości, a średnia cena domów sprzedawanych w mieście w 2012 roku wyniosła 7500$. Mimo to nie znajdowały one nabywców, ze względu na złą sławę jaką cieszyło się miasto. Detroit zaczęto określać mianem „Ghost Town”, ze względu na całą masę niezamieszkałych i podupadłych nieruchomości. Dwie firmy z motoryzacyjnej Wielkiej Trójki wniosły wnioski o upadłość (GM oraz Chrysler). Od całkowitego upadku uratowała je finansowa pomoc ze strony rządu federalnego.

Nie pomogło to jednak samemu miastu, które na domiar złego było fatalnie zarządzane. Panującego od 2001 do 2008 roku gubernatora Kwame M. Kilpatricka, nazywano „Hip-Hop Mayor” ze względu na escentryczny ubiór i zachowanie. Odszedł on z urzędu w 2008 roku w atmosferze skandalu, zostawiając je z rekordowymi długami. W tej chwili odsiaduje 28 lat więzienia za ściąganie haraczy, oszustwa i wymuszenia. W końcu 18 lipca 2013 roku miasto oficjalnie wniosło wniosek o bankructwo, posiadając dług szacowany na 18-20 miliardów dolarów.

Detroit dzisiaj

Trudna przeszłość nadal rzuca się cieniem na miasto, o czym bezwględnie świadczą liczby. Obecna populacja to zaledwie 672 tysięce (dane z 2018, niemal 1.2 miliona mniej mieszkańców niż w rekordowym 1950 roku). Biali nadal zamieszkują przedmieścia i stanowią zaledwie 10.6% mieszkańców samego Detroit (w roku 1950 stanowili 83,6% ludności miasta). Słaby poziom publicznych szkół, kiepskiej jakości drogi nie zachęcają do powrotu młodych rodzin z dziećmi. Wiele dzielnic nadal jest opustoszałych, wiele opuszczonych fabryk straszy, a przestępczość w mieście jest ciągle na wysokim poziomie.

Widać jednak światełko w tunelu – po ogłoszeniu bankructwa sytuacja w mieście zaczęła się poprawiać. W ostatnich latach korzystając z niskich cen powierzchni biurowych w Detroit Downtown swoje biura otworzyło kilka znanych firm (jak choćby Google). Miasto może poszczycić się bardzo dobrymi restauracjami z kuchnią z całego świata. Do centrum wraca życie, szczególnie młodzi ludzie cenią sobie dużą ilość dyskotek i pubów. Wygląda na to, że dla Detroit wciąż jest nadzieja. Oby kolejny kryzys związany z obecną pandemią wirusa tego nie zmienił.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.